TAKA HISTORIA

Potrzeba matką wynalazków i żadne to odkrycie z mojej strony.

Najpierw taka oto historia:

W domu mieszka dziecko, albo dwójka, albo trójka i więcej, różne kombinacje ilościowe w domach bywają. Dziecko to, bądź dzieci, mają w tymże domu swój kąt, osobny pokój, własny lub dzielony z rodzeństwem. Tam oczywiście znajduje się łózko oraz szafy, szafki, regały przepełnione wiadomo czym – zabawkami, przeróżnymi skarbami, figurkami z plasteliny, czasami kamykami i patykami, bo to wszystko dla dziecka ważne rzeczy są. Pokój dziecka to jego królestwo, jego świat z tysiącem kolorowych naklejek. Dziecko uwielbia się bawić, rozwalać te wszystkie zabawki, skarby po podłodze i nie tylko…..ale tu historia zmienia swój bieg. Dziecko wcale nie bawi się w swoim pokoju. Dziecko idzie tam, gdzie najwięcej ludzi, czyli do pokoju, które jest królestwem rodziców, tudzież salonu, jak zwał tak zwał. I tam te wszystkie zabawki lądują na podłodze, bądź innych miejscach, zdecydowanie do tego nieprzeznaczonych. Rodzice, uradowani faktem, że posiadają towarzyskie dzieci, z radością w oczach patrzą, jak pomysłowo i kreatywnie się bawią. I sielanka trwa, do momentu, gdy dochodzi godzina zero, czyli pora spać. Dzieci, zmęczone zabawą, opadają z sił na samą myśl o sprzątaniu. W tym momencie są trzy wyjścia: namawiać dzieci przez godzinę, by chociaż pomogły sprzątać, zostawić zabawki w tych miejscach, w których leżą lub po prostu przy pomocy szczotki bądź nóg, zgarnąć cały arsenał w kąt. Jutro się to jakoś posprząta.

Ja pod tą historią mogę się podpisać wszystkimi palcami. Pewnie nie tylko ja:) Postanowiłam stworzyć sobie czwarte wyjście, najwygodniejsze i zarazem estetyczne. Plastikowe pudła w salonie jakoś do mnie nie przemawiają. Uszyłam więc wielki worek, z grubego jasnego materiału, który połączyłam z brązową skórą. Wszystko usztywniłam i tyle. Teraz mam inną wizję końca zabawy w królestwie rodziców. Ostatnią zabawą będzie rzut do wora, w której moje dzieci chętnie wezmą udział. To teoria oczywiście, bo w praktyce różnie bywa, czasami zupełnie inaczej, niż sobie wymyślimy i każdy rodzic to wie:) Mimo wszystko wierzę, że ta historia będzie z happy endem:)

Teraz krótka prezentacja tego wynalazku stworzonego z potrzeby:)

IMG_1529 IMG_1530 IMG_1522

 

I na koniec worek poległy

 

IMG_1532

 

 

Coś czuję, że to nie ostatni taki wynalazek, który będę musiała wyczarować:)

 

Rojkowa:)